Dzisiaj jest 29 czerwca 2017 r. Strefa XIV LO im. St. Staszica

Wybrane artykuły z wydań Staszic Kuriera

Kategoria Historia Polski.
Historia Polski: Dzieje narodu polskiego - polemika Kmicica ze Zwolinem
Kmicic, dodano: 30 listopada 2011 r. w kategorii: Historia Polski

Pisząc polemikę, muszę przede wszystkim określić z kim i dlaczego polemizuję. Otóż, przeglądając inauguracyjny numer „Staszic Kuriera” natknąłem się na artykuł Maćka Zwolińskiego: „Polacy – My? Oni? Czyli właściwie kto?”, w którym Autor przedstawia zasłyszane teorie nt. rodowodu narodu polskiego, a na ich (właściwie jej, bo głównie przedstawiona była jedna) podstawie wysnuwa daleko idące wnioski o historycznej roli Polaków, wszystko to zaprawiając przeciwstawieniem sobie trzech klas społecznych – mieszczan, chłopów („budowniczych nowej Polski”) i szlachty („innych”, których żywot zakończył się wiele lat temu) . Jako osoba wychowująca się w atmosferze szacunku dla tradycji oraz historii „pańskiej Polski”, czuję się głęboko dotknięty lekceważącym tonem tego artykułu, a jako osoba interesująca się historią dziwię się tak licznym potknięciom faktograficznym i interpretacyjnym. Wszystko to sprawia, że uważam za swój obowiązek napisanie odpowiednich sprostowań oraz niejako skrzyżowanie szpady z Autorem tekstu. Wskutek narzucenia sobie takiej – polemicznej – koncepcji dzielę mą krótką pracę na 3 części podyktowane analogicznymi w pracy mojego Adwersarza: w pierwszej zajmę się uporządkowaniem pojęcia narodu i spraw związanych z jego kształtowaniem, w drugiej omówię interesujące dla mnie analogie tez postawionych w artykule z tezami propagandy sowieckiej oraz niemieckiej, w trzeciej zanalizuję wnioski wyciągnięte wobec narodu jako takiego.

Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy
Choć macie sami doskonalsze wznieść
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy
I MIŁOŚĆ LUDZKA stoi tam na straży
I Wy winniście im cześć
Adam Asnyk

Naród, który nie szanuje swojej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
Józef Piłsudski

I

Określenie rodowodu narodu nie jest tak łatwe jak określenie rodowodu człowieka, gdzie wystarczy podać drzewo genealogiczne (w przypadku sierot ew. kto przygarnął) . Autor zdaje się zupełnie lekceważyć fakt, że naród, w przeciwieństwie do człowieka, „żyje” wiele setek lat i w tym czasie ulega ciągłym przekształceniom – wliczają się w to migracje, zmiany granic, unie, zmieniające się wpływy kulturowe i polityczne... słowem wiele różnych rzeczy razem składających się na przedmiot zwany „historią”. W przypadku polskim obecne granice, tak jak obecna jednorodna struktura etniczna, są, wbrew podobieństwom do granic państwa Mieszka I, raczej wyjątkiem, aniżeli regułą. Nie sposób nie wspomnieć o licznych migracjach (gł. do Polski) , a przede wszystkim o specyfice wielkiego tygla narodowościowo-religijnego, jakim były Kresy1. Właściwy naród (‘wspólnota społeczno-polityczna’) polski zaczął kształtować się ok. XIII wieku – wcześniej, np. w czasach Mieszka I, można mówić o plemionach – Polan, Wiślan, Mazowszan – wprawdzie spokrewnionych, ale wykazujących wobec siebie duże tendencje odśrodkowe i nietworzących razem ścisłego organizmu politycznego oraz jednej kultury ze wspólnym centrum2. O okresie prasłowiańskim, kiedy podziały wewnątrz Słowian nie były wyraźnie zarysowane, nawet nie wspominam. Szukanie tam (w takiej w miarę jednolitej wtedy grupie o nazwie „Słowianie”) jakiegokolwiek przejawu „Polski” jest nielogiczne Nie można wywodzić współczesnych narodów od samego tylko, mniej lub bardziej prawdopodobnego, „materiału” etnicznego, a w oderwaniu od miejsca (w którym żyją) czy dziejowych wydarzeń je kształtujących. To samo stosuje się i wobec naszego narodu, którego nie da się więc opisać w oderwaniu od historii potężnej Rzeczypospolitej, zaborów, tragicznego XX wieku oraz specyficznego położenia w tej właśnie części Niziny Europejskiej. W takim świetle traktowanie (zakładanej) sytuacji (społecznej, politycznej, w pewnej mierze i kulturowej) z X wieku jako niezmiennej przez jakieś 1000 lat, jakby w tak długim okresie nic się nie zdarzyło, jest zwyczajną niedorzecznością.

Odnosząc się do rozważań dotyczących Prasłowian3 muszę stwierdzić, że są one dla mnie co najmniej mgliste. Osadnictwo na (współczesnych) ziemiach polskich datowane jest na 200 000 lat przed Chrystusem, lecz to dopiero epoka kamienna – Indoeuropejczycy, a tym bardziej Słowianie, przybyli tu o wiele później. Co do samych Słowian istnieją dwie, uznane wśród badaczy, teorie: teoria autochtoniczna mówiąca, że Słowianie byli na ziemiach polskich ludnością pierwotną i z tej części, która po upadku Rzymu nigdzie nie wędrowała „powstali” późniejsi Polacy oraz teoria tzw. „napływowa”, która zakłada przybycie Słowian ze wschodu podczas Wielkiej Wędrówki Ludów – w ramach tej koncepcji przypuszcza się (acz są to tylko przypuszczenia) , iż ich wcześniejsze siedziby leżały na wschodnich stokach Karpat oraz po części na obszarze dzisiejszej Ukrainy. Wersja opisana przez mego Adwersarza wygląda na tym tle jak jakiś, z całym szacunkiem, bezsensowny zlepek. Jeśli zakładać, że rzeczywiście siedziby Wandalów znajdowały się nad Wisłą – co przypomina teorię napływową – to czym wyjaśnić późniejsze twierdzenie o „chłopstwie”, które stanowili Słowianie? Chłopi – ludzie uprawiający ziemię – byli w tamtych czasach podstawową grupą „wypełniającą” teren, więc Wandalowie (!) w żaden sposób nie mogli tam „zamieszkiwać”.4 Gdyby ziemie polskie zamieszkiwali wówczas Słowianie – kogo wędrujący Germanie mieliby „zostawiać”? Gdyby z kolei autochtonami byli Germanie to, przychodzący ze wschodu, Słowianie nie oddawaliby się z otwartymi ramionami pod władzę tych, których zastali na miejscu (nieważne czy byłych niewolników, mieszańców czy kogo) . Nawet jeśli przyjąć tezę o handlu niewolnikami5 to nie mógł on rozwinąć się tak bardzo, by zaludniło to cały kraj – nie było jeszcze możliwości przemieszczania ludzi na masową skalę (co tam przemieszczania – my mówimy tutaj o porywaniu, które zwyczajnie nie może dojść do olbrzymich rozmiarów, wymagałoby to brania całych rejonów en masse) i na pewno jakakolwiek wzmianka o Słowianach byłaby odnotowana wtedy w źródłach rzymskich – a nie jest. Cała teoria jest dla mnie dziwnym pomieszaniem szkoły „autochtonicznej” z „napływową” z wtrąceniem wielu, nie do końca rozumianych, pojęć. Autor najwyraźniej myli Wandalów z migrującymi nad Dniepr Gotami, a sugerując się enigmatyczną wzmianką Tacyta o plemieniu Venedii uznaje ich autorytatywnie za Wandalów. Tymczasem jest to jedna z wersji – druga mówi o „Wenedach”, utożsamionych ze Słowianami. Wobec tego, że inne wymienione w kronice Tacyta okoliczne plemiona były niewątpliwie germańskie – Słowian albo w ogóle nie było w tamtej okolicy (czyli przyszli później i ją podbili) , albo byli i wtedy nie ma mowy o żadnych „wyprawach na wschód po niewolników” (bo gdzie niby ten „wschód”?) . Zbiegnięcie się terminów „niewolnik” i „Słowianin” w językach angielskim i francuskim zdaje się, na tym tle, być czystym przypadkiem. Dodać należy, że przez pierwsze kilkaset lat „świat chrześcijański” miał poważne problemy z określeniem kto żyje na wschód od niego (stąd te dziwne tytuły, chyba zaczerpnięte z kronik rzymskich, jak „książę Wandalów”) , a co dopiero mówić o takich „luksusach” jak wyodrębnienie i nazwanie (w rozgardiaszu Wędrówki Ludów) grupy Słowian – do tej pory bliżej nieznanej oraz nieodnotowanej, tym bardziej pod taką nazwą. Cóż, wypada pamiętać, że były to czasy przed Kolumbem i wiedza o otaczającym świecie nie była ani tak szczegółowa, ani tak wielka jak dzisiaj. Autor powołuje się w swoich twierdzeniach na „wyniki badań”. Chętnie dowiedziałbym się co to za „badania”, a także gdzie/przez kogo zostały ogłoszone, bo nigdy się z czymś takim nie zetknąłem – a wobec radykalnej sprzeczności tychże odkryć ze wszystkimi dotyczhczas znanymi źródłami (pisanymi, lingwistycznymi i archeologicznymi) byłoby to nadzwyczaj ciekawe. Dziwi mnie też, zaczynająca wywód, propozycja „porzucenia chwilowo terminu <> i zajęcia się historią MIESZKAŃCÓW tych ziem, na których żyjemy” – mieszkańców, jak rozumiem, przed Polakami. Wychodzi na to, że zająć się mam tak samo żubrami, wilkami, małpoludami z epoki kamiennej, jak Gotami czy Cetlami (wszyscy kiedyś byli „mieszkańcami ziem...”) . Wobec późniejszych wniosków dotyczących narodu polskiego, powstaje alarmujące pytanie – a co to w ogóle ma wspólnego? Mówiąc o narodzie, zajmujemy się przecież historią ludzi (kiedyś też napływowych) , a nie miejsca.

II

Zdziwił mnie fakt, że większość tez Autora jest de facto powtórzeniem tez prowadzonej przeciwko Polsce propagandy – niemieckiej – zarówno z okresu II, jak i III Rzeszy oraz sowieckiej. Teoria o „postniewolniczym” pochodzeniu narodu polskiego świetnie koresponduje z tezami doktora Goebbelsa o tym, że Polacy stanowią wymieszanie „rasy panów” z rasami niższymi (i skazanymi na wymordowanie) , że powinni być niewolnikami Niemiec, bo w istocie rzeczy od zawsze takimi byli i są do tego niejako stworzeni. Do złudzenia podobne treścią są też, wysuwane głównie przez niemieckich badaczy końca XIX i I połowy XX wieku, tezy dowodzące rzekomej niższości cywilizacyjnej i kulturowej Polski wobec Niemiec (co oczywiście jest wierutną bzdurą – proszę sprawdzić np. kiedy powstawały uniwersytety w Niemczech, a kiedy powstała Akademia Krakowska) . W końcu sam pomysł „przydzielania” współczesnym narodom starożytnych i prehistorycznych korzeni jest wytworem XIX-wiecznego nacjonalizmu i miał na celu nadanie większej powagi poszczególnym narodom i narodowym państwom (kolejny pomysł XIX-wieczny) , a same „rodowody” niekoniecznie musiały pokrywać się z prawdą (tak samo absurdalny jak równość Polacy = Słowianie (i absolutnie nic więcej) jest pomysł na uznanie Francuzów za Galów króla Chlodwiga, Anglików za rzymskich Brytów czy Włochów za Rzymian – to zwyczajne pomieszanie zupełnie różnych epok) . Wszystkie te rozważania nie uwzględniają oczywiście, iż kształtowanie narodu polskiego zaczęło się, a nie skończyło w czasach Mieszka oraz, że szlachta polska składała się nie tylko z etnicznych Polaków, lecz w dużej mierze także z Litwinów, Rusinów czy idygenowanych przybyszów z zachodziej Europy. Spora część tekstu jest wręcz zbudowana na tezach propagandy sowieckiej i wykorzystuje marksistowsko-leninowską filozofię dziejów. Filozofia ta, zwana koncepcją walki klas, nadaje się do opisania praktycznie jednego systemu – XIX wiecznego kapitalizmu angielskiego. Nie da się natomiast w ten dychotomiczny (robotnicy-posiadacze) sposób ująć historii Polski. Po pierwsze, nie można wyodrębnić jednolitej grupy „posiadaczy” – szlachta polska, w przeciwieństwie do tej w inncyh krajach, stanowiła niemały (ok. 12%) odsetek społeczeństwa, a w jej obrębie wyróżnia się właściwie wszystkie kategorie ludzi – przy czym szlachcic zaściankowy, uprawiający własny skrawek ziemi w słynnych rękawiczkach bez palców, był takim samym (przynajmniej z punktu widzenia prawa) szlachcicem jak pan Zamoyski. Po drugie, ewentualny „proletariat” ani nie rwał się do rewolucji, ani nie stawiał odporu „panom”, ani nie czuł się za bardzo „wyzyskiwany”. Trzeba zwrócić uwagę na przeciętny poziom intelektualny chłopa będący pokłosiem ciężkiej, fizycznej pracy (jaką jest praca na roli) bez możliwości zajęcia się czymkolwiek innym. Nie musi być to bynajmniej skutek „bezwzględnego wyzysku”, ale prostej implikacji, że pracownik fizyczny bardzo rzadko zostaje inteligentem – tak też do XX wieku było z chłopem głównie oglądającym się na pana (wraz z brakiem jakiejś większej świadomości narodowej ograniczającej się w wielu wypadkach do stwierdzenia: „jestem pana X-ińskiego”) , a jeżeli do czegokolwiek przekonanym to przez zapaleńców wywodzących się z XIX wiecznej inteligencji – czyli głównie przez szlachtę! Mitem są opowieści o rzekomych cierpieniach chłopów „pod batogiem krwiopijczych panów”. Nie mówię, że w ogóle nie dochodziło do żadnych ekscesów – zawsze znajdą się wariaci – ale ogólnie taki stan (relacji chłop-pan) był traktowany jako naturalny zarówno ze strony „panów”, jak i chłopów. Kto nie wierzy, niech pojedzie na Podkarpacie bądź Lubelszczyznę, by poznać z autopsji pozostałości takiej mentalności, albo poczyta chociażby kresowe reportaże Wańkowicza z tomu „Anoda-Katoda”. „Wyzwolenie” chłopów w 1863 roku6 miało na celu wyłącznie zrujnowanie gospodarcze szlachty, a przez to wykorzenienie polskości (czyt. rusyfikację) , która była podtrzymywana przede wszystkim w dworach. Podsumowując, jak więc taka chłopska „masa” mogła stanowić „czynnik postępu społecznego  i gospodarczego”? Do postępu gospodarczego więcej przyczynił się XIX wieczny rozwój techniki i przemysłu, a przeciętny chłop „awansował” z taniej siły roboczej na wsi na tanią siłę roboczą w fabryce (gdzie warunki <pracy, życia> bywały o wiele gorsze) . „Postępu społecznego” realizowanego przez półpiśmiennych (do tego często po rosyjsku) analfabetów wyobrazić sobie nie mogę, tym bardziej, że podnoszenie chłopów na wyższy poziom intelektualny (proszę tego nie rozumieć dosłownie – chodzi tu o np. szerzenie higieny, naukę czytania i pisania czy uświadamianie narodowe) było realizowane przez różnych „ludzi dobrej woli” jak Stasia Bozowska z „Siłaczki” Żeromskiego. Nie jest też tak, że wszelkie wysiłki dla polepszenia sytuacji chłopów były podejmowane wyłącznie przez państwa zaborcze – kontrprzykładem (jednym z wielu) niech będzie książę Sanguszko, który na początku XIX wieku wyzwolił chłopów w swoich dobrach. Sprawy te były zresztą poruszone w Konstytucji 3. Maja i kościuszkowskim Uniwersale Połanieckim. Przy tym wszystkim należy pamiętać, że postulat zniesienia niewolnictwa pojawił się dopiero w Oświeceniu (wprow. USA, 1865) , a postulat wyzwolenia chłopów w XIX wieku, więc przed oceną danego wydarzenia trzeba najpierw uwzględnić kiedy miało miejsce – prawo przecież nie działa wstecz i nie można wymagać od kogoś przestrzegania tego, o czym nawet nie mógł usłyszeć!  Uderzyło mnie i parę innych chwytów do złudzenia przywodzących na myśl propagandę komunistyczną. Dla przykładu, traktowanie terenów współczesnej Polski jak zamieszkanych odwiecznie przez Polaków („zajmijmy się historią mieszkańców tych ziem, na których żyjemy i uważamy za polskie oraz tego skąd przybyli i w jakim charakterze”) co koresponduje z tezami propagandy PRLowskiej o „powrocie na ziemie piastowskie” i „ziemiach odzyskanych”. Tymczasem, większość mieszkańców tych ziem nie ma aż tak starożytnej historii (plemiennosłowiańskiej) , jaką mój Adwersarz wywodzi – „przybyła” bowiem z Kresów, „w charakterze” uchodźców, wskutek zagarnięcia przez ZSRR terenów siedmiu wschodnich województw polskich po II Wojnie Światowej. Zważywszy na to, że „ziemie odzyskane” opuszczali właśnie, będący w niemal identycznej sytuacji, Niemcy, „odzyskanie” staje się trochę wątpliwe... Mówieniu o „ziemiach odzyskanych” często towarzyszy mapa „Polski 1000 roku”, chociaż przez 200 lat granice państwa Piastów stale się zmieniały raz sięgając Łaby i Dunaju, raz obejmując tylko Gniezno, Kraków i Mazowsze i nie rozumiem czemu akurat tę mapę uważać za wyznacznik. Podsumowując, nigdy nie istniało coś takiego jak „Polska ludowa” w opozycji do imperialistycznej „Polski pańskiej”. Znaczy, pojawiło się 2 razy – w 1920 roku i 1944, za każdym z nich jako wytwór wyobraźni propagandystów sowieckich7. Polska była i jest jedna i bili się za nią zarówno premier Wincenty Witos (chłop) , Bartosz Głowacki8, jak i rtm Stanisław Radziwiłł, adiutant marszałka Piłsudskiego...

III

Zakończenie, z definicji, musi zawierać podsumowanie tego, co dotychczas się powiedziało i wysnucie ostatecznych wniosków. Zanim jednak to zrobię, spróbuję zanalizować wnioski wyciągnięte przez mego Dyskutanta tym bardziej, że wraz ze zbliżaniem się do końca (czyli do sugestii najbardziej ostatecznych) osiągają one coraz większy stopień abstrakcji. Na podstawie bezsensownej teorii powstania narodu9 formułowana jest teoria społeczeństwa polskiego („pogermańscy” ->niemieccy->, obcy panowie kontra bliżej niesprecyzowani „Słowianie”10, którymi rzekomo, w przeciwstawieniu do polskogermańskich „panów”, jesteśmy) , na której z kolei budowane są negatywne oceny całego dorobku historyczno-kulturalnego Polski. W opinii Autora, wyjściem z tej sytuacji jest odrzucenie dziedzictwa „pańskiego” i wykorzystanie „nowej szansy”, jaką dostaliśmy po ’89 roku do „startu od zera”. Przeprowadzony podział współczesnego społeczeństwa polskiego trąci mi retoryką sowieckiego Imperium, gdzie we wszystkich dokumentach była specjalna rubryka „pochodzenie” i to od niej, a nie od wartości danego człowieka, zależały często jego dalsze losy. Poza tym resztki monarchii stanowej zostały wykorzenione przez XIX wieczne uprzemysłowienie i stopniowe przemiany społeczne. W nowoczesnych (mowa jest dalej o XIX wieku) miastach będących jednocześnie centrami przemysłu oraz wskutek wytworzenia się warstwy inteligencji rozpłynął się stan mieszczański, stan szlachecki został formalnie zniesiony w 1921 roku konstytucją marcową, dekompozycja „stanu chłopskiego” zaczęła się napływem robotników do miast w XIX wieku, a skończyła kolejnym napływem, po wytrzebieniu większości elit i zniszczeniu  większości miast podczas II Wojny Światowej, wskutek polityki komunistycznych rządców Polski. Praktycznie rzecz biorąc, mówienie w odniesieniu do XX wieku (szczególnie do jego II połowy) o „pochodzeniu społecznym” jest równie zasadne jak dzielenie ludzi na tych, którzy są potomkami patrycjuszy rzymskich i tych, którzy nimi nie są11, a rozpatrywanie społeczeństwa współczesnego w oparciu o „czynnik klasowy” jest równie bez sensu jak system, który to pojęcie wymyślił. Tak samo, niedorzeczne jest przypisywanie wszelkich możliwych wad polskich kulturze, obyczajowi, mentalności i w ogóle temu, co czyni nas Polakami (a jak wcześniej dowodziłem, nie ma innych, alternatywnych źródeł polskości niż, że użyję znowu tego sowieckiego określenia, kultura „pańskiej Polski”) . Przypisywaniu, należy to dodać, tylko wad, tak jakby Polska i Polacy byli pozbawieni cech pozytywnych. Można, w takim wypadku, zadać pytanie: jakim więc sposobem polskość zdołała przetrwać ok. 1000 lat, z czego przez ostatnie dwieście wystawiona na niemal ciągłą eksterminację i warunki tak skrajne, że mało który z większych narodów miał „okazję” tego doświadczyć (zabory+II wojna+komunizm) ? Po drugie, jakim sposobem Autorowi udało się znaleźć byt doskonały, bo doskonale zły, posiadający same wady, gdy życie z każdym krokiem uczy nas, że realnie istniejących bytów idealnych nie ma, że wszystko ma i wady, i zalety? Oba te zastrzeżenia wskazują, że jakby nie patrzeć, Polacy MUSZĄ posiadać jakieś zalety – inaczej nie przetrzymalibyśmy nawet połowy naszej historii. Jako przyczynek do dalszych wywodów przypomnę, iż Rzeczpospolita Obojga Narodów przez około 250 lat była jednym z głównych mocarstw tak regionu jak i całej Europy12. Musiała więc mieć to „coś”, by przez tyle czasu móc odgrywać taką rolę. Ponadto, w tamtym okresie przyjeżdżało tu (dziś powiedzielibyśmy: „imigrowało”) bardzo wielu różnych ludzi z najróżniejszych zakątków Europy  – od Żydów poczynając, na rozmaitych innowiercach i wielu innych grupach czy pojedynczych ludziach, o nieraz przedziwnych losach, kończąc. Coś musiało spowodować, że zostali, wiążąc swoje życie (i życie swych ew. potomków) z tym krajem. W końcu, jeśli byliśmy w stanie nie tylko przetrwać ponad stuletni okres zaborów, tym dotkliwszy, że był to jednocześnie okres tak wielkich zmian gospodarczych i technologicznych, że wszystkie państwa i narody bez pozycji mocarstwowej zostały daleko w tyle, jeśli więc po tym stuletnim okresie i 4- (a dla nas 6- bo do końca 1920 roku) letniej, krwawej wojnie byliśmy jeszcze w stanie odtworzyć własną państwowość z całkiem niezłym (jak na takie warunki) skutkiem, to raczej nie wzięło się to z powietrza13. Jakie są więc te zalety i osiągnięcia polskie? Powszechnie uznaje się Rewolucję Francuską za początek systemów innych, niż absolutystyczne i mające korzenie w ścisłym feudalizmie, przynajmniej na obszarze Europy. Tymczasem, przed ową rewolucją istniały dwa państwa, w których władza monarchy była ograniczona na rzecz reprezentanckich zgromadzeń – jednym była Anglia, a drugim – Polska z Litwą. Można powiedzieć, że w przypadku polskim nie było pełnej reprezentacji, bo w rządach brała udział tylko Szlachta. Dobrze, ale czy w całej, ówczesnej Europie było inaczej? Powszechne prawo wyborcze to są czasy dopiero końca XIX wieku, wcześniej we wszystkich krajach istniał jakiś census, przeważnie majątkowy, a systemy zachodnioeuropejskie uznaje się za bardziej „postępowe”, niż Demokracja Szlachecka w Rzeczypospolitej! „Anarchia” też nie stanowi szczególnego kryterium – np. Anglię w XVII wieku rozdzierały liczne wojny domowe o pozycję, czy wręcz samo istnienie króla w strukturach państwa. Natomiast prawa o wolności religijnej, nietykalności osobistej i majątkowej, opierający się na sejmikach samorząd, równość wobec prawa wszystkich obywateli-szlachciców, niezależnie od pozycji tytularnej, majątkowej i pozycji na dworze, czy zatwierdzanie wszystkich ważniejszych decyzji na Sejmie były rzeczywiście rewolucyjne, funkcjonując już ponad 200 lat przed rewolucją we Francji i to w sposób całkowicie „nierewolucyjny” – w Rzeczypospolitej nie zdarzył się przypadek królobójstwa, ani zbrojnego wydarcia władzy z rąk króla (w taki sposób, w jaki stało to się w Anglii za czasów Cromwella, a we Francji z Ludwikiem XVI) – co więcej, takie tendencje były prawnie usankcjonowane jako prawo do wypowiedzenia posłuszeństwa królowi w pewnych, określonych przypadkach! Ten specyficzny sposób rządzenia krajem wywarł ogromne piętno na kulturze i tożsamości polskiej – zarówno pozytywne, jak i negatywne, lecz jako że mówić mam tutaj o zaletach – skupię się na jego pozytywnym oddziaływaniu. Ustrój I Rzeczypospolitej natchnął polską tożsamość wolnościowym, samorządnym duchem, który sprawił, że jak dotąd żadna władza legitymująca się przemocą nie ostała się tu zbyt długo, a w każdym razie nie była akceptowana. W nim ma korzenie również zdolność do niesamowitego jednoczenia się14 narodu, społeczeństwa, wobec zewnętrznego zagrożenia. Warto także zauważyć, że mimo różnych koncepcji (np. R. Dmowskiego) , naród polski zawsze był bardziej wspólnotą świadomościową niż etniczną. Wspólnotą opierającą się na początku na posłuszeństwie, wspólnym władcy i prawie, a później na poczuciu wspólnoty i przynależności do narodu, niezależnie od etnicznego pochodzenia (z bardziej znanych osób np. M. Kopernik , J. Piłsudski , K. O. von Habsburg, A. Neuwert-Nowaczyński , A. Słonimski <Żyd>, J. Radziwiłł  , A. S. kard. Sapieha) . Podziw budzić musi blisko 200-letnia walka o ocalenie polskiej tożsamości i przywrócenie do istnienia własnego państwa – prowadzona z ogromnym poświęceniem, często przy braku perspektyw na realizację tych aspiracji, prawie zawsze przy wszelkich trudnościach, jakie tylko da się wymyśleć. Nadludzka determinacja, z jaką sztafeta istnienia narodu była kontynuowana, jest sukcesem samym w sobie (bo mało kto umie dochować się tak wiernych wyznawców swej sprawy) , a tym większym, że swój cel odniosła i została przekazana aż do naszych rąk, dzisiaj. Wbrew pesymistycznym sugestiom mego Adwersarza, mamy więc z czego być dumni. Dziwnie i obraźliwie brzmi więc propozycja „startu od zera”. Dziwnie, bo jak starałem się pokazać, mamy już całkiem spory rachunek dodatni. Obraźliwie, bo bezwzględne wbijanie Polski w błoto (czy raczej w ten bardziej śmierdzący rodzaj błota…) jest oceną jednostronną, niesprawiedliwą i sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem (wszystko ma wady i zalety…) .  Zestawiona z wieloma bohaterskimi, w całości oddającymi się dla kraju postaciami, postawa Autora (jednym pociągnięciem pióra wbijającego ich wszystkich w…, przy mistrzowskim wręcz wykorzystaniu tricków propagandowych naszych zaborców) , wywołuje bardzo przykre odczucia, w dużym stopniu obrazując wpływ zbrodniczych posunięć Hitlera i Stalina w trakcie, a głównie po II Wojnie Światowej (wytrzebienie inteligencji <Katyń, Palmity, tragedia Powstania Warszawskiego, więzienia UB po wojnie>, faworyzowanie w nowych władzach ludzi stanowiących do tamtej pory margines społeczny  , wiele działań propagandowych i dezinformacyjnych) na myślenie Polaków o sobie samych. Jak bardzo nastawienie ludzkie ma znaczenie przy każdym działaniu, co rusz przekonuje nas historia. Na zakończenie oddaję więc głos wielkiemu znawcy duszy ludzkiej – marszałkowi Piłsudskiemu: „Naczelnik państwa mówi, że musi wyznać, iż po wysłuchaniu panów może przyjść do przekonania, iż Polska się musi wyrzec wielkich celów, gdyż nie jest w stanie wyciągnąć energii. O ile wy (podkreśl. moje – autor) nie umiecie uderzyć w wielki dzwon wojenny i zwycięstw, to spieszcie się z zawarciem pokoju.”15 Warto zatem uwierzyć w siebie!

 

  1.   Jest wiele definicji tego słowa – tutaj przyjmuję jedną z szerszych – Kresy = zwyczajowa nazwa terenów na wschód od obecnych granic Polski (mniej-więcej tereny dzis. Ukrainy, Białorusi, Litwy, Łotwy) . Wskutek mnogości nacji (Żydzi, Polacy, Litwini, Rusini, Tatarzy, Ormianie, etc.) zamieszkujących tamten skrawek świata wytworzył specyficzny typ współzależności oraz współżycia i jest najlepszym kontrprzykładem na to, że pochodzenie etniczne nie musi być równoznaczne z narodowością – słynne określenie gene ruthenus, natione polonus.
  2.   Przykładem – powstanie pogańskie za Mieszka II i oderwanie się Mazowsza jako samodzielnego „państwa”.
  3.   Jedno zastrzeżenie: na grupę Słowian składają się (m. in.) : Rosjanie, Ukraińcy, Słowacy, Czesi, Polacy, Serbowie, Chorwaci, którzy prawdopodobnie przyszli z jednego miejsca (inaczej ciężko byłoby zaliczyć ich do wspólnej „grupy”) więc automatyczne kojarzenie słów „Słowianin” i „Polak” jest bez sensu.
  4.   Są to czasy wędrówek PLEMION  i o skomplikowanym porządku feudalnym nie ma co nawet marzyć! Układ panowie-Germanie, poddani-Słowianie wymagałby  tworzenia razem jednolitego organizmu, a to wymaga zadzierzgnięcia silniejszych więzi – i na pewno pozostawiłoby bardzo głębokie ślady w kulturze obu plemion, a przede wszystkim na współczesnych językach – nie muszę dodawać, że takich śladów, a szczególnie tych językowych, brak.
  5.   Że Germanie porywali Słowian, a porwanych sprzedawali do Rzymu jako niewolników, a część z nich zostawiali sobie.
  6.   Nawiasem mówiąc, to w odwołaniu do przykładu Autora (carski ukaz z okresu Powstania Styczniowego) , analogiczny dekret został wydany w tym samym momencie przez powstańczy Rząd Narodowy. Inne zabory mają inną specyfikę, często jeszcze bardziej przeczącą teorii o nadrzędności walki klas, jak np. walka z germanizacją w zaborze pruskim prowadzona w zupełnej jedności przez wszystkich naraz, niezależnie od pochodzenia społecznego. Jedynym kontrprzykładem może być, inspirowana przez Austriaków, rabacja galicyjska w 1848 roku, ale ona z kolei była prowadzona nie pod sztandarami polskimi czy wyzwoleńczymi, ale pod hasłem „bij pana”, więc nie można jej uznać za przykład działania innego żywiołu polskiego niż ten, który znamy – chłopi ci nie uznawali się za Polaków, co najwyżej za poddanych cesarza Austrii – jednym słowem, odpada.
  7.   Bo nie miało to nic wspólnego z rzeczywistością – podczas Drugiej Wojny Światowej niemal każdy brał udział w podziemiu akowskim i w jakiś sposób walczył o niepodległość Polski, w 1920 roku tak samo. Nigdy nie udało się podzielić polskiego społeczeństwa, narodu, na zwalczające się frakcje i wszystkie walki wyzwoleńcze (powstania XIX wieku, I wojna, wojna 1920 roku, II wojna, protesty w PRLu, sierpień ’80 i całe lata ’80) były prowadzone właśnie w imieniu tej zwymyślanej przez mego Adwersarza „pańskiej Polski”, poza którą nie istnieje żadna, związana z Polską, tradycja czy kultura możliwa, by uznać za alternatywną (choć komuniści na początku próbowali coś takiego stworzyć) . Nie rozumiem więc założeń sugerujących powstanie jakiejś „nowej Polski” po 1989 roku, skoro takowa nie miałaby z czego powstać! Inną sprawą jest wymordowanie większości elit polskich podczas II Wojny Światowej i wynikające z tego skutki co poruszę jeszcze w części III.
  8.   Słynny chłop, który podczas bitwy pod Racławicami zabił rosyjską obsługę działa, a następnie zatkał czapką panewkę, aby nie nastąpł wystrzał. Za bohaterstwo otrzymał szlachectwo i nazwisko Głowacki.
  9.   Pal licho wszystkie merytoryczne zarzuty, ale czyż przez ponad 1000 lat nie zdarzyło się nic co przewróciło całą rzeczywistość co najmniej parę razy do góry nogami??!! Nie widziałem w żadnej pracy podobnej bezczelności, która odnosiłaby świat sprzed tysiąca lat bezpośrednio do jakiejkolwiek daty od tamtych czasów aż do dnia dzisiejszego (znaczy: tak samo do dzisiaj, jak i do czasów sprzed 100, 300, 500 lat…) . To tak jakby Starożytność przyrównać do Średniowiecza, Średniowiecze do Renesansu, Renesans do Baroku, Barok do Oświecenia, Oświecenie do XIX wieku, a XIX wiek do dzisiejszych czasów uznając, że wszystkie one miały tę samą specyfikę, tę samą mentalność, tę samą strukturę społeczną, tę samą gospodarkę, tę samą wiarę… dosyć. Chyba każdy potrafiłby odróżnić średniowiecznego rycerza od Rzymianina, XVII wiecznego kupca, XVIII wiecznego myśliciela czy XIX wiecznego rewolucjonisty, a pompejańską willę od zamku na Wawelu, dworu szlacheckiego, Empire State Building lub kamienicy. Świadectwa kultury materialnej są natomiast reprezentantami mentalności, stosunków społecznych, ustroju czy gospodarki epoki (powie to każdy archeolog, co więcej, na tym opiera się sens całej jego pracy) . W końcu, przykład Rusi dowodzi całkowitego braku znaczenia kwestii pochodzenia w okresie większym, niż 200 lat – otóż tamtejsza dynastia Rurykowiczów (na tronie moskiewskim aż do „Wielkiej Smuty” początków XVII  (!) wieku, np. car Iwan Groźny) , jak i cała elita Rusi Kijowskiej była pochodzenia skandynawskiego, lecz nie przeszkadzało jej to w utrzymaniu swego znaczenia, mimo zmiennych kolei losu (rozbicie dzielnicowe, najazd tatarski, kompletny rozpad państwa…) , przez dobre 700-800 lat i w staniu się ikoną „początków Rosji” (np. Iwan Groźny, Iwan III Srogi) – czyli w zupełnym „zadomowieniu się”. Co więcej, takie „zadomowienie” było bardzo częste np. w XIX wiecznym Lwowie, gdzie urzędnicy austriaccy (gł. Niemcy) w trzecim pokoleniu byli już zupełnie spolonizowani, a ich korzenie stawały się, przy całym szacunku, tylko swego rodzaju „ciekawostką”.
  10.   Bardzo to nieprecyzyjny termin. Jeśli, jak dowodziłem wcześniej, nie ma innej kultury polskiej, niż ta, którą mamy, a którą Autor bezwzględnie krytykuje, to czym właściwie, według Niego, jesteśmy? Polakami? Nie, bo nie ma alternatywnych źródeł polskiej tożsamości. Niemcami, Rosjanami, czymkolwiek innym? Nie, bo jesteśmy w dostrzegalny sposób inni od nich, poadto mamy własne państwo i odrębną specyfikę społeczeństwa… To czym jesteśmy?...
  11.   Albo, jak ujmuje to jeden z moich znajomych, na ludzi, którzy są stołem i tych, którzy nie są stołem.
  12.   250 lat (liczę: połowa XV wieku, początek XVIII wieku) – dużo to, czy mało? Prześledźmy może ile, szacunkowo, trwały okresy świetności nowożytnych potęg, by uzyskać jakieś pojęcie: Szwecja – niecałe 200 lat (przełom XVI i XVII wieku-I połowa XVIII wieku) , Turcja – 200-250 lat (II połowa XV-koniec XVII wieku) , Imperium Habsburgów – ok. 350 lat (ok. końca XV wieku-I połowa XIX wieku) , Prusy (Hohenzollernowie) – ok. 200 lat (XVIII-początek XX wieku) , Rosja carska – ok. 200 lat (Piotr Wielki-I Wojna Światowa) , Hiszpania – ok. 300 lat (koniec XV wieku-przełom XVIII i XIX wieku) , Francja – na wyrost 350 lat (XVI wiek-I poł. XX wieku) , Anglia – ok. 350 lat (XVII wiek- I poł. XX wieku) . Widać więc, że Rzeczpospolita nie odstaje od „normy” i spokojnie można wliczyć ją w „rejestr” mocarstw europejskich.
  13.   Tym bardziej, jeśli wziąć pod uwagę dzieje późniejsze – wielki wysiłek zbiorowy w zabójczych warunkach II Wojny Światowej oraz czasy po wojnie, gdy mimo wszechobecnej, piorącej mózgi propagandy komunistycznej wybuchały protesty (np. 1956, 1970, 1976, 1980, lata ’80) , podczas których żądano nie tylko „chleba”, ale i „wolności”, jak liczne wcześniejsze pokolenia – wolnej Polski.
  14.   Ma to i swój drugi koniec – w tendencji do niesamowitego rozprzężenia w chwilach powodzenia... ale jest to temat na osobną rozprawę, tym bardziej, że miałem rozważać jedynie zalety polskie (bo o wadach wspominał już mój Dyskutant, na co dzień zaś prawie zawsze możemy o tym usłyszeć…) .
  15.   Cyt. ze stenogramu posiedzenia Rady Obrony Państwa z 5.07.1920., wg.: Józef Piłsudski, „O państwie i armii”, t. 1, Wybór pism, wybrał i oprac. Jan Borkowski, Warszawa 1985; były to czasy Wojny Polsko-Sowieckiej, stąd więc słowa o „zawieraniu pokoju”.

Powrót...

Wszystkie artykuły z kategorii Historia Polski.