Dzisiaj jest 11 grudnia 2017 r. Strefa XIV LO im. St. Staszica

Wybrane artykuły z wydań Staszic Kuriera

Kategoria Felietony.
Felietony: Okiem pierwszoklasisty - o trudnościach szkolnych słów kilka
SzB, dodano: 29 września 2011 r. w kategorii: Felietony

Nie jest łatwo. W końcu to Staszic. TEN Staszic. XIV LO w Warszawie. Liceum, które przez lata obrastało w legendy. Ale to nie zmienia faktu, że nie jest łatwo. Więcej – jest ciężko. Cholernie ciężko. Tylko dlaczego? Przecież to miał być raj na ziemi dla ścisłego umysłu. Miejsce, gdzie będziemy mogli skupić się jedynie na matmie/fizyce/informatyce (niepotrzebne skreślić). Mieliśmy uczyć się od najlepszych, rozwiązywać zadania, na widok których większość uciekłaby z krzykiem i schowałaby się w pobliskich zaroślach. Więc – dlaczego jest ciężko? Ano z bardzo prostego powodu. Powodu, który widać na pierwszy rzut oka. Powodem tym jest… nazwa!

Chwila, chwila. Jak to – nazwa? Nazwa przecież normalna, nie lepsza i nie gorsza od innych. „XIV LO im. Stanisława Staszica w Warszawie”. Dalej nie widać? No to może mała podpowiedź – „LO”. Rozumiecie? „Liceum OGÓLNO-kształcące”, a nie „SZCZEGÓLNO-kształcące”. Czyli – uczy wszystkiego po trochu. Tyle, że „wszystkiego po trochu” to niezbyt dobre określenie. Lepszym byłoby raczej „wszystkiego o wszystkim”.

Na jednej z pierwszych lekcji jedna z nauczycielek stwierdziła, że odkąd rozpoczęliśmy naukę w tej „elitarnej szkole” nasza doba ma się rozciągnąć do 48 godzin. Śmialiśmy się z tego – a jakże. Dopóki nie zrozumieliśmy, że to nie był jedynie „żart dla rozluźnienia atmosfery”  inna sprawa, że ta pani profesor chyba nie zwykła rzucać dowcipami na prawo i lewo…). To była prawda.

Z życia matexów: Tautologia
rys. Patryk Chmielewski

„Paradoks Staszica” – tak to się powinno nazywać. Paradoks. Mimo, że wybrałem najbardziej „ścisłą” szkołę w Warszawie, to i tak 90% swojego czasu poświęcam na naukę polskiego. Paradoksem jest również to, że mimo świadomości ogromu pracy do wykonania odwlekam ją w nieskończoność.

Najpierw cały ranek spędziłem przed kompem tępiąc n00bów  w BF-ie i CoD-ie oraz robiąc sobie wodę z mózgu, przeglądając 1000 stronę demotywatorów.  Później, jako że „straciłem połączenie z serwerem", a przeglądarka, mimo setnego naciśnięcia F5 nie „nie mogła odnaleźć strony”  byłem zmuszony ustąpić.

Odszedłem sprzed komputera, ale pierwsze spojrzenie na zeszyt od polskiego (na jutro wypracowanie, uhh) utwierdziło mnie, że bardzo potrzebuję ruchu świeżego powietrza. Postanowiłem podjąć masochistyczną próbę biegu na 20 km. Jako że niestety moja kondycja nie jest jednak taka, jak chciałbym, żeby była, wkrótce musiałem poddać się. Dręczony głosem rozsądku („Zrób wreszcie tę pracę!”, „Nie chcesz chyba narazić się na gniew p. profesor?”) zasiadłem w pokoju, za jedyne towarzystwo mając kartkę i długopis.

Można porównać to do przejścia przez zieloną milę. Wiadomo, że to nie będzie przyjemne, ale wiadomo także, że kiedyś trzeba będzie to zrobić. I nagle pojawia się Pomysł, sposób na odroczenie egzekucji. Jest zupełnie bez sensu, ale czy skazaniec myśli racjonalnie? Więc – zaczynam pisać. Nie, nie pracę z polskiego, nudne wypracowanie o Królu Edypie. Piszę artykuł – właśnie ten, który Ty teraz czytasz. Udało mi się – odwlokłem spotkanie ze Starą Iskrówą (ew. Królem Edypem) o kolejne pół godziny. Jestem z siebie dumny! Ale.. nie mogę przecież pisać bez końca. Wkrótce będę musiał znaleźć sobie nowe zajęcie.

Może gra w kółko i krzyżyk z samym sobą? Albo malowanie kratki w zeszycie w linie? Na pewno coś wymyślę. W ostateczności pozostaje jeszcze dowodzenie kwadratury koła…


Powrót...

Wszystkie artykuły z kategorii Felietony.