Dzisiaj jest 26 maja 2017 r. Strefa XIV LO im. St. Staszica

Wybrane artykuły z wydań Staszic Kuriera

Kategoria Kultura.
Kultura: Wilno – miasto na skrzyżowaniu kultur
Kamila Śledź, dodano: 20 grudnia 2014 r. w kategorii: Kultura

Nie ma drugiego takiego kraju, który byłby związany z Polską tak długą i burzliwą historią jak Litwa. Przez 200 lat mieliśmy wspólnego monarchę, by stać się Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Znacznie później Wilno, miasto stołeczne Wielkiego Księstwa Litewskiego, zaczęło być kojarzone z romantykami, którzy wiele uwagi w swoich dziełach poświęcali temu miejscu. Okazuje się jednak, że nawet takie dzieła jak „Dziady” czy inwokacja „Pana Tadeusza” przekazują tylko ułamek prawdy o tym fascynującym, wielokulturowym tyglu. Dlatego, zamiast poprzestać na lekturze, warto wyruszyć za północną granicę i zobaczyć miasto tak nam bliskie, a równocześnie obce.

Nasz autokar dotarł do Wilna wieczorem, w związku z czym zyskaliśmy okazję nocnego spaceru po rozświetlonym latarniami mieście. Podobnie jak wiele innych metropolii, również litewską stolicę warto zobaczyć, gdy zapadnie zmrok. Następnego ranka okazało się jednak, że zobaczyliśmy zupełnie inne oblicze Wilna. Jedną z rzeczy, które rzucają się w oczy, jest fakt, że na Litwie nadal w wielu miejscach można zauważyć ślady polskości. Część z nich jest skrzętnie usuwana, a jeżeli jakaś tablica posiada polskie napisy, to często są one mniejsze i położone niżej od rosyjskich, niemieckich czy angielskich. Nazwy także się zmieniły. Prospekt Giedymina, główna ulica Wilna, kiedyś nosił imię Mickiewicza. Jednak znajomość polskiego w litewskim narodzie nie ginie. Mówią w nim nie tylko przewodnicy, ale również i kasjerki w sklepie.

Kolejnym zaskoczeniem była pogoda. Niby mamy podobny klimat, ale jednak trzeba przy wyjeździe pamiętać, że położona na północ od Polski Litwa jest znacznie zimniejszym krajem.

Kolejną z rzeczy, które wyróżniają Wilno, jest ogromna, jak na tak małą stolicę, ilość ośrodków religijnych. Jest tam ponad 40 kościołów, 20 cerkwi, synagogi i nie tylko. Mimo że nie zwiedzaliśmy wszystkich, już drugiego dnia wycieczki wiele osób odczuwało przesyt i zmęczenie materiału, jednak wśród barokowego wręcz ogromu budowli sakralnych dwie się wyróżniają – Kościół św. Anny oraz Kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu. Pierwszy z nich, choć mały i położony na obrzeżach centrum, zachwyca niespotykaną w północnej Europie fasadą. Ta ceglana, utrzymana w stylu gotyku płomienistego elewacja pełna jest łuków w kształcie oślego grzbietu. Wywarły one ogromne wrażenie również na Napoleonie, któremu kościół przypominał francuskie budowle w stylu flamboyant. Miał on stwierdzić, że chciałby przenieść ten niewielki kościółek do Paryża.

Drugi kościół nie wyróżnia się z zewnątrz, ale zachwyca wnętrzem kunsztownie udekorowanym barokowymi sztukateriami, które są głównym elementem wystroju. Wzrok przyciąga też kryształowy żyrandol w kształcie statku. Trudno opisać, co stanowi o niezwykłości świątyni – trzeba to zobaczyć na własne oczy.

Innym ciekawym miejscem w Wilnie jest Cmentarz na Rossie. Dla Polaków szczególnie ważna jest wojskowa nekropolia. Znajduje się tam mauzoleum, w którym spoczywa matka Józefa Piłsudzkiego i serce jej syna. Mnie jednak o wiele bardziej zachwyciła reszta cmentarza. Wśród chaotycznie porozmieszczanych na wzgórzach nagrobków i jesiennych liści wszechobecna jest cisza i spokój. W takim miejscu można spacerować godzinami, rozpoznając imiona znanych osób publicznych Drugiej Rzeczpospolitej. Pomniki są zróżnicowane – niezwykle często widuje się tam jednak rzeźby w kształcie kikutów drzew. Najpiękniejszy jednak jest Czarny Anioł zwany też Aniołem Śmierci. Figura unosi się nad położonym na skarpie grobem Izy Salmonowiczówny, sprawiając wrażenie, jakby latała. Jest to jeden z symboli Starej Rossy.

Jeśli chce się zobaczyć panoramę Wilna, warto wejść na Górę Trzech Krzyży i Górę Zamkową. Żadna z nich nie jest wysoka, a taka wycieczka jest ciekawą propozycją dla każdego, kto chce obejrzeć miasto z innej strony. Na Górze Zamkowej, zgodnie z nazwą, można podziwiać ruiny Górnego Zamku wzniesionego przez Giedymina. Na Górze Trzech Krzyży zaś wznosi się pomnik upamiętniający legendę o ukrzyżowanych tam mnichach-męczennikach. Udało nam się zauważyć, że współczesne centrum w Wilnie jest dość małe – zwane jest ono przez mieszkańców Manhattanem. Znajduje się tam kilka wieżowców i jest praktycznie otoczone przez stare miasto. Kiedy pieszo oddalaliśmy się od tych części stolicy w kierunku przedmieść, obserwowaliśmy, jak zabudowa staje się coraz niższa, a okolica – uboższa.

Oczywiście nie odwiedziliśmy tylko Wilna – mieliśmy również okazję zobaczyć dworek Marszałka w Pikieliszkach, w którym spędzał sześć tygodni rocznie, zajmując się, między innymi, uprawą ziemniaków. Ogromne porosty liściaste na drzewach jednoznacznie wskazywały na to, że jest tam czyste powietrze, a natura nie została jeszcze skażona przez cywilizację. Nie mogliśmy wejść do środka dworku, w którym obecnie mieści się biblioteka, wiec poprzestaliśmy na podziwianiu z zewnątrz klasycystycznego budynku i urokliwego jeziora mieszczącego się tuż za posiadłością.

Odwiedziliśmy też Troki, gdzie bardzo ciekawym doświadczeniem było spotkanie z kulturą Karaimów. Ta malutka mniejszość etniczna i religijna ma tam swój dom modlitwy – kienesę. Dostaliśmy też szansę skosztowania przysmaku z karaimskiej kuchni – kibinów, czyli dużych pierogów z ciasta drożdżowego nadziewanych siekaną baraniną. Były przepyszne!

Ważnym zabytkiem Troków jest zamek zbudowany przez księcia Witolda. W przeciwieństwie do wielu budowli tego typu został on zbudowany na wyspie. Obecnie mieści się w nim muzeum, w którym można dowiedzieć się o przeszłości Litwy również jako części Rzeczpospolitej Obojga Narodów oraz zobaczyć między innymi średniowieczne zbroje i broń. Na dziedzińcu natomiast wystawione są przyciągające uwagę narzędzia tortur takie jak dyby czy koło.

Niezmiernie ucieszył mnie spacer po Wilnie ostatniego dnia wycieczki. Na początku przeszliśmy Prospektem Giedymina, by następnie skierować się w stronę Zarzecza. Główna ulica miasta jest szeroka, gwarna, pełna ludzi i wystaw popularnych sklepów. Nie przepadam za takimi miejscami, więc ucieszyłam się, gdy udaliśmy się na Zarzecze. Ta urokliwa część miasta, położona po drugiej stronie Wilejki, leży nieco na uboczu, blisko kościoła Świętej Anny. Ciekawie obserwuje się mieszkańców, wiodących życie między małymi, starymi domkami. Do niedawna dzielnica była zaniedbana, jednak potem zaskarbiła sobie sympatię artystycznej bohemy i zyskała nazwę „Wileńskiego Montmartre”. Nadal jednak nie ma tam tylu turystów, co w tej paryskiej dzielnicy. Co ciekawe, w Prima Aprilis 1997 roku Zarzecze ogłosiło się niezależną republiką, co mieszkańcy wspominają co roku. Jeżeli jesteście w Wilnie i macie czas, koniecznie tam zajrzyjcie albo przynajmniej poobserwujcie tamtejsze życie z Mostu Zarzecznego. Na nim zakochani kultywują znaną z innych miast tradycję wspólnego zawieszania kłódek i wrzucania kluczyków do wody.

Wielu naszych rodaków w poszukiwaniu emocji bądź chęci poznania innych miejsc podróżuje na Zachód. Myślę jednak, że czasem warto odwiedzić naszych wschodnich sąsiadów, zwłaszcza jeśli mają tak długą wspólną historię z nami jak Litwa. Jestem pewna, że taka wyprawa usatysfakcjonuje każdą ciekawą świata osobę, bowiem Wilno to miasto fascynujące, niejednorodne i pełne zabytków i zakątków, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście nie byłam w stanie zobaczyć i opisać wszystkiego, więc warto na własną rękę odkryć inne zalety Wilna. Mam nadzieję, że ten artykuł zachęci was do odbycia takiej podróży i będzie dla Was wskazówką przy jej planowaniu.


Powrót...

Wszystkie artykuły z kategorii Kultura.